Mój krok w kierunku IT, czyli być Programistą

Słowo wstępu: To nie jest do końca poradnik, ale możesz go tak wykorzystać. Nakreślę tutaj swoją historię, która będzie potem rozbudowana serią wpisów konkretnie opisujących poszczególne zagadnienia.

Czas czytania: 6-8 minut.

Stało się. A właściwie, to ja to „stałem”!

Postanowiłem zmieć branżę, w której realizuję się zawodowo.
Jest to dla mnie ciągły proces, który trwa już około rok. Systematycznie stawiam kolejne kroki.
Teraz przyszedł czas na ten najważniejszy…

Ale od początku.

Krok 1. Decyzja.

6 lat studiów i 5 lat doświadczenia to sporo. Nie jest łatwo to zostawić.
Rok temu postanowiłem, że to właśnie zrobię.
Byłem inżynierem.
Będę programistą.

Dlaczego tak?
Praca z komputerem daje mi ogromną radość. Od lat służę ludziom jako doraźny, przyjacielski „help-desk”. Lubię rozwiązywać ich problemy, a komputery jakimś dziwnym trafem mnie słuchają. Szeroko pojęte programowanie uważam natomiast za swego rodzaju wyższy stopień wtajemniczenia. Na tym opierają się inne rzeczy. To otwiera wiele drzwi. Można tworzyć coś przydatnego ludziom, można wykorzystać potencjał maszyn i przy pomocy odrobiny magii zmienić je w narzędzia idealnie dopasowane do potrzeb. A te potrzeby ogranicza już tylko wyobraźnia.

Dlaczego nie?
Czyli „dlaczego nie” zajmować się wciąż tym, czym do tej pory.
Jestem inżynierem zajmującym się bezpieczeństwem pożarowym. Projektowałem i nadzorowałem wykonywanie instalacji tryskaczowych. Bardzo wąska dziedzina, w której w pewnym momencie napotyka się szklany sufit. Owszem, można to rozszerzyć o inne zagadnienia bezpieczeństwa, ale… nie dawało mi to radości. Brakowało tego błysku w oku. Bezpieczeństwo jest tą niewdzięczną dziedziną, w której im lepiej wykonasz swoją pracę, tym mniej ją widać, bo nic się nie dzieje. Bądźmy szczerzy – kto chciałby znaleźć się w sytuacji, gdy systemy bezpieczeństwa są zmuszone zadziałać? No właśnie – dlatego to instalacje uśpione, niewidoczne, martwe. Nieco frustrujące dla tworzącego.

Zmiana nie oznacza jednak odcięcia się grubą kreską od tego, co było.
Techniczne studia, inżynierskie zaplecze wiedzy technicznej, doświadczenie w projektowaniu, w kierowaniu projektami, w rozwiązywaniu problemów natury technicznej i praca z ludźmi – to wszystko może się przydać!
Więcej o decyzji przeczytasz tutaj.

Krok 2. Zmiany w codzienności.

Okej, ale „chcę zostać programistą” brzmi trochę jak „chcę zostać astronautą”.
Trzeba coś w tym kierunku zrobić. I to już, teraz, w każdym dniu coś!

Aplikacje mediów społecznościowych na moim telefonie zostały zastąpione aplikacjami z mini-kursami uczącymi podstaw programowania.
Leżąc na plaży podczas urlopu oglądałem filmy z zakresu programowania w C++, zamiast seriali.
Mój laptop oprócz Windowsa został wyposażony w jedną z dystrybucji Linuxa.
Codzienne newsy ze świata zostały zdominowane przez nowinki technologiczne i fora dla programistów.
Przesiąkałem powoli tym, co chciałem by wypełniło mnie całkowicie.
Więcej o zmianach w codzienności przeczytasz tutaj.

Krok 3. Fundamenty.

Planując naukę wyszedłem z założenia:

Try to learn something about everything and everything about something.
Thomas Henry Huxley

Wybrałem język Java jako bazę nauki. Powodów było kilka, napiszę o nich szerzej w notce szczegółowej.
Ważne było po prostu na czymś się skupić. Na jednej, głównej rzeczy. Przynajmniej na początek – później i tak można zmienić język.

Ze względu na stałą pracę nie mogłem pozwolić sobie na kurs stacjonarny. Ale mogłem realizować kurs zdalny/online. Zdecydowałem się na jeden z oferty polskiego internetu i traktowałem go jako podstawę nauki. Kurs online zapewne trwał dłużej niż kursy stacjonarne, ale kto wie – być może dał mi więcej. Bo wiele rzeczy musiałem zrozumieć sam. Samemu przetrawić je sobie w głowie, samemu rozszerzyć zakres literatury i stosowanych przykładów. Konsekwentnie realizowałem kolejne treści po pracy, przed pracą, w weekendy. Chłonąłem teorię i przekładałem ją na praktykę.
Jestem uparty i dokładny, być może dlatego ta forma nauki się sprawdziła.

W międzyczasie udało mi się też załapać na kilka branżowych spotkań, konferencji, kursów weekendowych i warsztatów.

Krok 4. Badanie rynku.

Stworzyłem wreszcie CV, które nadaje się do wysyłania w odpowiedzi na ogłoszenia z branży IT. Zaznaczyłem w nim co do tej pory zrobiłem, jakie kursy mam za sobą, jak mogę wykorzystać wcześniejsze doświadczenia. Esencja tego, co może przydać się w pracy nowemu mi. Programiście.

Zacząłem wysyłać swoją aplikację. Pojawiły się pierwsze telefony i pierwsze rozmowy. Fajnie, to budujące. Ale jakoś podchodziłem do tego na luzie. Wciąż miałem pewną, stałą pracę. Wciąż miałem z tyłu głowy to, ile jeszcze chciałbym się nauczyć, żeby być bardziej atrakcyjnym kandydatem na developera.
W końcu jednak usłyszałem „przyjęlibyśmy Pana do zespołu, ale teraz, już, dziś, a nie za 3 miesiące”. Tyle wynosił mój okres wypowiedzenia. Coś pękło. Nadeszła pora na następny krok. Być może ten najważniejszy.

Krok 5. Odcięcie kotwicy.

Wypowiedziałem umowę, zostawiłem stałą pracę, wybrałem zawodową wolność.
Gdy piszę te słowa trwa pierwszy tydzień, w którym mogę podjąć pracę „od zaraz”.
Owszem – ekscytacja miesza się trochę z niepewnością. To jednak bardzo wyraźne opuszczenie strefy komfortu. Ale mam zabezpieczenie. Mam świadomość ile umiem, i ile nie umiem.
To czego nie mam, to więcej wymówek.

Krok 6. Pora zacząć bieg!

Cel jest jasny: znaleźć pierwszą pracę, w której zdobędę dalsze doświadczenie. Wtedy już kroki zmienią się w bieg!

Wymienione tu kolejne etapy będę omawiał szczegółowo w kolejnych wpisach, tworzących serię.
Mam nadzieję, że pomoże to komuś dojrzeć do decyzji, do której i ja dojrzałem.
Mam nadzieję, że pomoże to komuś zmienić siebie.
Ta droga jest tak prosta, jak prostą ją zobaczymy oczami wyobraźni.
Myśl prosto.

Ł.

Dodaj komentarz