Mój krok w kierunku IT – Krok 1 – Decyzja.

Słowo wstępu: Ten tekst nie jest poradnikiem, ale możesz go tak wykorzystać.
Przemyślenia i działania opisane poniżej są moimi własnymi doświadczeniami.
Wstęp do serii „Mój krok w kierunku IT” znajdziesz tutaj.

Czas czytania: 4 minuty.

Być może ten najtrudniejszy krok.

Programowanie początkowo traktowałem jako hobby. Zresztą nadal je tak traktuję, ale teraz pretenduje ono do bycia hobby z profitami.

(Fal)start

Moja przygoda z programowaniem miała nieco rwane początki. Można powiedzieć, że zaczynałem na raty. Zaczynałem coś i nie kończyłem.
Nie wynikało to ze zniechęcenia czy trudności w nauce. To, jak się okazało, wynikało z braku jasno postawionego celu. Określenia, co chcę z tym w przyszłości zrobić.

Być może wielu z was tak ma. Wrzucamy pomysły do worka z napisem „słomiany zapał”, zasłaniamy się wymówkami braku czasu, braku możliwości, braku umiejętności, braku predyspozycji, braku pieniędzy… A być może po prostu wiele decyzji i pomysłów musi w nas dojrzeć. Bo gdy już podejmiemy taką prawdziwą Decyzję, postawimy sobie Cel, to znajdziemy sposoby, żeby To osiągnąć i pokonać trudności.

Zabrzmiało patetycznie… cóż, wcale tak patetycznie nie było.

Rwane początki nauki programowania w moim wykonaniu wyglądały następująco:

  • kupiłem kilka książek, bo lubię książki, ale przeczytałem ich około 10%,
  • przerwa, bo brak czasu,
  • wpadałem w wir praktyki, ale bez poparcia teoretycznego, utrwalenia i dogłębnego zrozumienia,
  • przerwa, bo jest coś ważniejszego do zrobienia,
  • wpadałem w wir teorii, ale bez przekładania na praktykę,
  • dłuższa przerwa, bo czas na przerwę.
  • itd…

Trwało to jakiś czas z różnym natężeniem kolejnych fal. Nie ma się czym chwalić. Wy też byliście w tym miejscu? Znacie to? Polecam pójść dalej. Ja w końcu poszedłem.

Właściwy Start

Właściwe miejsce, żeby powiedzieć skąd mi się w ogóle wziął pomysł na „Łukasza – programistę”.

Tutaj muszę przybić piątkę z Michałem, który zasiał ziarno idei. Pewnego razu, podczas rozmowy o różnych pomysłach na życie i pracę, rzucił: „ze swoim myśleniem powinieneś być programistą”. Incepcja udana.

Po tej rozmowie z ciekawości zgłębiłem wstępnie tematy: jak wygląda praca programisty, co trzeba umieć, żeby zacząć, czego wymaga się od początkujących, jak wyglądają zarobki i możliwości rozwoju, jakimi technologiami można się zajmować. Od tego zaczęły się również „rwane początki”, które nie były tak całkiem bezużyteczne, bo to dzięki nim dowiedziałem się chociażby, że daje mi to frajdę.
Chodził mi już po głowie nieśmiały pomysł zmiany zawodu. Ale to oczywiście nie jedyne, co przeważyło szalę.

Nie szukałbym możliwości zmiany branży, gdybym czuł się spełniony w obecnej. Pisałem już o tym we wstępie (tutaj). To narastało i dojrzewało we mnie. W końcu stwierdziłem, że lepiej późno, niż później, i zacząłem szukać innego pomysłu na siebie.

Jak znalazłem pomysł na siebie.

Lubię proste myślenie, lubię proste metody. Zwykłą, gładką kartkę papieru podzieliłem na trzy kolumny z nagłówkami:
1. CO LUBIĘ, 2. CO POTRAFIĘ, 3. CO CHCIAŁBYM.
Zacząłem wypisywać. Bez oceniania tego, co przyszło mi do głowy. Bez zbędnej skromności. To tabelka tylko dla mnie, mogę pisać co chcę, dopóki jest to zgodne z moim sumieniem. Trafiały tam zarówno myśli ze świata prywatnego, jak i zawodowego. „Lubię majsterkowanie. Lubię trenować na siłowni. Potrafię myśleć logicznie. (Potrafię) mam dyplom inżyniera. Lubię zagadki logiczne. Chciałbym mieć wolność wyboru miejsca wykonywania pracy. Lubię matematykę. Potrafię planować i prowadzić treningi. Lubię sport na świeżym powietrzu. Chciałbym hobby przekształcić w pracę. Potrafię pomagać ludziom w problemach z komputerami.”
Dałem sobie czas, wypisywałem długo, wypisywałem dużo.

Takie przelanie na papier własnych myśli pozwoliło mi oczyścić umysł.
W prosty sposób usystematyzowałem sobie kilka zagadnień pod kątem pracy zawodowej:

  • własne predyspozycje,
  • co daje mi przyjemność,
  • co umiem, co wiem,
  • jak widziałbym swoją codzienność w idealnym scenariuszu,
  • gdzie chcę pracować,
  • co może mi się przydać.

Następnie ogarnąłem ten twórczy bałagan.
Pod spodem tabeli zrobiłem podsumowanie w postaci możliwych ścieżek rozwoju, które wiążą ze sobą najwięcej punktów ze wszystkich trzech kolumn. Potem przeanalizowałem je pod kątem ciekawości pracy, pewności zatrudnienia, możliwości rozwoju, zarobków.
Inżynier oczywiście też tam był.
Ale był też Programista. I powodował największy błysk w oku.

Kiedy, jeśli nie teraz?
Podjąłem Decyzję, określiłem Cel. To nie jest odcięcie się od tego, co było. To przekucie tego w coś nowego. Czas zacząć realizację, wprowadzać pomysł w życie. Długa droga przede mną.

Ł.

Dodaj komentarz